Stephen King - Christine


To była miłość od pierwszego wejrzenia. Siedemnastoletni Arnie Cunningham zobaczył Christine i zdecydował, że musi ona należeć do niego. Zafascynowany, nie słuchał ostrzeżeń najlepszego przyjaciela ani swojej dziewczyny, która go w końcu opuściła, pokonana przez rywalkę. Rodzice, nauczyciele i wrogowie Arniego przekonali się, co znaczy stanąć na drodze mściwej i bezlitosnej Christine. Bo Christine to nie kobieta. To siejący zło i śmierć Plymouth fury rocznik 1958, samochód widmo.
Zapowiada się ciekawie, prawda? 

Ostatnio gdzieś napisałam, że staram się nie zostawiać książek niedoczytanych, dlatego czuję się w obowiązku napisać, że tej pozycji nie potrafiłam przełknąć do końca. Nie chcę oceniać niedokończonej książki, nie wypada, ale myślę, że powiedzieć co nieco mogę.
 Dobrnęłam do strony 339, rozdział 39, więcej naprawdę nie dałam rady. Pierwszy raz przez całą powieść prześladowała mnie myśl "odłóż to" i koniec końców odłożyłam, bo było to męczarnią dla mojej duszy i rozumku.

 Czy żałuję? Nie, zastąpiłam ją inną, moim zdaniem lepszą i od razu chęć na czytanie wróciła. Choć wyrzuty sumienia pozostają..

Autor podbił moje serce Zieloną milą i niech tak zostanie. Póki co troszkę od niego odpocznę.
Chyba właśnie po tym można poznać ludzi naprawdę samotnych... Zawsze wiedzą, co robić w deszczowe dni. Zawsze można do nich zadzwonić. Zawsze są w domu. Pieprzone "zawsze".
Miłość jest jak morderca. Wcale nie jest ślepa. To kanibal o wyjątkowo ostrym wzroku. Przypomina wiecznie głodnego owada. A co je? (...) Pożera przyjaźń. 
Może kiedyś wrócę, dokończę, ale puki co odstawiam, nie mam na nią ochoty.. Zbyt dużo się nie działo przez te 339 stron, może tam dalej coś jest, nie wiem, zanosi się na to, że tak, bo w opiniach innych same 7, 8, 9, 10.. Albo po prostu to książka nie dla mnie i może to lepiej, że moja przygoda z nią się skończyła. Z racji tego stworzę tu etykietkę "niedokończone", bo jak już raz pozostawiłam jakąś, myślę, że może być takich więcej.

Choć nie przeczytałam do końca, uznaję za przeczytaną.
 Mam trochę wrażenie, że ona mnie także napadnie, a jak słyszę za oknem wracającego z pracy brata, mam wrażenie, że to ona. Głupie, wiem :D

Oj, nie polubiłyśmy się, Christine.

A co Wy o niej sądzicie? Czytaliście?

Pozdrawiam 
Maddie

5 komentarzy:

  1. Nie znam "Christine". Czytałam tylko "Lśnienie". Pewnie powinnam nadrobić zaległości.
    kolodynska.pl

    OdpowiedzUsuń
  2. Muszę wreszcie zapoznać się z autorem

    OdpowiedzUsuń
  3. Książki nie czytałam, ale oglądałam kilka razy film na jej podstawie:)

    OdpowiedzUsuń
  4. I can't understand anything haha but you seem so lovely! Have an amazing day!

    mfashionfreak♥blog

    OdpowiedzUsuń
  5. Do mnie książki często krzyczą "odłóż to" niestety. Ale cóż, poddaje się zazwyczaj temu wewnętrznemu demonowi.

    OdpowiedzUsuń

Lydia Land of Grafic