Stephen King - Joyland

To pierwsza książka tego autora i jednocześnie pierwsza powieść - horror, którą czytałam. Jakoś nigdy nie kręciły mnie tego typu książki, ale jakiś czas temu, na którymś z blogów zobaczyłam jedną z jego książek i później, będąc w bibliotece właśnie Joyland zwróciło moją uwagę i tak oto jest już przeczytana.
Ja - romantyczka - muszę przyznać, że na początku sceptycznie podchodziłam do twórczości tego autora, ale już tą pierwszą książką podbił moje serce.

Podobało mi się tu chyba wszystko. Styl autora - lekki, przyjemny. Nastawiałam się na coś ciężkiego, nudnego, męczącego, ale zostałam mile zaskoczona. Czyta się ją bardzo szybko, zajęła mi jeden dzień i jeden wieczór, co świadczy również o tym, że jest wciągająca i ciekawa. Bohaterowie, których przedstawia nam tu King mają w sobie coś takiego, co przyciąga i sprawia, że książka nie może nie być odebrana pozytywnie.

Nie jest to typowy horror i, jak pewnie też inni, przydzieliłabym ją raczej do powieści obyczajowych, bo fabuła tak naprawdę jest różnorodna. Możemy znaleźć tu troszkę o miłości, śmierci, podejrzeniach, darach, chorobie, starości i zabójstwach. Jednak wątek kryminalny jest tu, mam wrażenie, tylko tłem do reszty wydarzeń. Jest to, jak mówi okładka: Pasjonująca opowieść o miłości i stracie, o dorastaniu i starzeniu się - i o tych, którym nie dane jest doświadczyć ani jednego, ani drugiego, bo śmierć zabiera ich przedwcześnie.

Autor przedstawia fabułę stopniowo, zaczynając od zranionej miłości, opisu przeżyć narratora i przechodząc do historii niewinnej zjawy, żeby zakończyć mocnym uderzeniem, scenami, które, przynajmniej u mnie, wzbudzają przerażenie. Jak w filmach.. I kolejne zakończenie, którego za nic bym nie przewidziała!
Czytając, warto skupić się na historii chłopca mieszkającego wraz z matką w domku przy plaży. Można się wzruszyć.

A o czym książka?

Devin Jones to ubogi, zakochany student, który swoje czesne spłaca pracą na rzecz szkoły. Przypadkiem znajduje gazetę, w której trafia na ogłoszenie wakacyjnej pracy w parku rozrywki. Udaje mu się podjąć zatrudnienie, poznaje nowych przyjaciół - Erin i Toma, a dziewczyna, z którą był - rzuca go. Spotyka wróżkę, która przepowiada mu, że "pada na niego cień", zagłębia się w historię seryjnego zabójcy, który jedną z zbrodni popełnił właśnie w Joylandzie, poznaje także chorego Mike'a i jego matkę Annie, którzy już wkrótce mają zawrócić w jego życiu. Joyland- dla Devina - to nie tylko miejsce pracy, ale także to, które zmienia jego nastawienie do życia i pomaga mu dojrzeć, doświadczyć niezwykłego i uleczyć zranione serce.

- Żyjemy w świecie głęboko zepsutym, pełnym wojen, okrucieństwa i bezsensownych tragedii. Każdy zamieszkujący go człowiek dostaje swoją porcje nieszczęścia i nieprzespanych nocy. Ci z was, którzy jeszcze tego nie wiedzą, pewnego dnia się przekonają.
Mogę wam tylko powiedzieć to, co sami wiecie: niektóre dni to skarb. Nie ma ich wiele, ale sądzę, że w życiu każdego jest takich kilka. Dla mnie to był jeden z tych dni i kiedy jest mi smutno - kiedy życie mi ciąży i wszystko wokół wydaje się liche i tandetne jak Joyland Avenue w deszczowy dzień - wracam do niego pamięcią, choćby po to, by przypomnieć sobie, że życie nie zawsze jest ustawioną grą. Czasem nagrody są prawdziwe. Czasem są cenne.
Nie taki jest świat, w którym żyjemy. 
Ojciec nauczył mnie - głównie swoim przykładem - że jeśli człowiek chce być panem swojego losu, musi sam sobie radzić ze swoimi problemami. 
- Niektórzy ukrywają swoje prawdziwe oblicze, kochanie - powiedziała. - Czasem można poznać, że noszą maski, ale nie zawsze. Nawet ludzie o silnej intuicji mogą dać się nabrać.
Czytałam ją z nutą strachu w sobie  i z zniecierpliwieniem oczekiwałam aż w końcu wydarzy się coś, co wstrząśnie mną i bohaterami. Kiedy ktoś wchodził nagle do mojego pokoju, ja - zaczytana, podskakiwałam w miejscu i z bolącym ze strachu brzuchem oddychałam z ulgą, że to tylko młodszy brat. Może dlatego, że nigdy nie sięgałam po horrory, kryminały, ani nic podobnego.

To książka, która porywa serce, dosłownie.

Myślę, że każdemu, kto jeszcze nie czytał powieści tego typu, Joyland się spodoba, bo jest tu tak naprawdę miszmasz wszystkiego i to wspaniały wstęp do takiego świata książek. Nie czytałeś? Zatem..

WEJDŹ, JEŚLI SIĘ ODWAŻYSZ

8 komentarzy:

  1. Kinga czytałam tylko "Miasteczko salem", które szalenie mi się podobało. Do "Joylandu" na pewno kiedyś zajrzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zerknę na "Miasteczko Salem", dzięki :)

      Usuń
  2. King, to klasa sama w sobie. Osobiście polecam "Bastion" i "Zieloną milę" - moje ulubione książki tego autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Zieloną Milę" właśnie czytam :) Dzięki :)

      Usuń
  3. To zaczęłaś dość nietypowo swoją przygodę z Kingiem ;) Mam tę książkę, ale brakuje mi czasu, by się za nią zabrać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja ostatnio mam aż za dużo czasu i pochłaniam książki jedna po drugiej :D

      Usuń
  4. Ach znowu ten King , kurcze Twoja recenzja przypomina o moich dwóch nieudanych podejściach do jego Twórczości. Nie wiem dlaczego zawsze trafiam na książkę, gdzie przez połowę nic prawie się nie dzieje, w międzyczasie King gdzieś wrzuci nabitego na ogrodzenia kota i to byłoby na tyle. Moze kiedyś się przełamie, ale na pewno nie teraz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właśnie skończyłam czytać "Zieloną milę" :) Jeśli jeszcze nie czytałaś to polecam, bardzo wciągająca :)

      Usuń

Lydia Land of Grafic